7 marca 2010 roku
Wielu Europejczyków, związanych ze szkołą kagju buddyzmu tybetańskiego i mających bezpośrednie związki z Karmapą, od ponad dwudziestu lat pragnęło, bym złożył wizytę na tym kontynencie. Stała się ona dla mnie bardzo ważnym celem. Myśl o niej towarzyszyła mi od dziecka. Bardzo prawdopodobne, że uda mi się to w tym roku, co jest dobrą wiadomością dla mnie i tych, którzy mnie zapraszali. Mam nadzieję, że nasze oczekiwania i aspiracje się wypełnią i że wkrótce spotkamy się w Europie.
Wszystkie ośrodki i uczniowie przygotowują się od dawna, modląc się i licząc na mój przyjazd. Jestem wam wszystkim bardzo wdzięczny. Mam nadzieję, że odwiedzę Europę nie tylko w tym roku, ale i nieraz w przyszłości.
Trudno pamiętać poprzednie żywoty. Choć było ich bez liku, pamięć o nich nie jest oczywista z uwagi na skomplikowane procesy rozdzielające kolejne wcielenia i zaciemnienia karmiczne, ale gdy byłem bardzo mały i oglądałem europejskie książki dla dzieci, pod ich wpływem odnosiłem czasem wrażenie, że jestem w dawnej, pierwotnej Europie i wiodę tam dobre, szczęśliwe życie.
Uważam, że rzeczą najważniejszą jest podążać za przykładem XVI Karmapy. Z myślą o rozwoju moich uczniów pragnę kontynuować wszystko, co zapoczątkował, każdy ślad, jaki pozostawiły w Europie i jej mieszkańcach jego ciało, mowa i umysł. To moje pierwsze pragnienie.
Po drugie, jako przywódca buddyjski żyjący w XXI wieku, chciałbym przyczyniać się nie tylko do rozwoju materialnego, lecz także pomóc mieszkańcom naszego świata odnaleźć w sobie dobro i szczęście, zaprzęgając to, co zewnętrzne, w służbę wewnętrznego spokoju i radości. Moim wysiłkom przyświeca ta nadzieja.
Lubię zachodnią kulturę, więcej, uważam się za wielbiciela cywilizacji Zachodu. Mój szczególny podziw budzą technologia i poezja, a to tylko początek długiej listy. Jestem poruszony historią Europy, którą studiuję z wielkim zainteresowaniem.
Uważam, że celem wszystkich religii jest obudzenie ludzi ze snu niewiedzy i przybliżanie ich do rzeczywistości. Jestem przekonany, że chrześcijaństwo, jak wszystkie inne tradycje, sieje nasiona pożytku i szczęścia ludzkości. Jako buddysta i człowiek uznaję miłość, dobroć, wzajemną troskę i przyjaźń za najważniejsze, naturalne przymioty ludzkiego życia. Myślę, że rozwijanie ich w każdym z nas jest celem wszystkich religii, które inspirując i propagując dobre postępowanie przynoszą ogromny pożytek.
Świat staje się coraz mniejszy. Komunikujemy się błyskawicznie. Wschód i Zachód rozumieją się coraz lepiej, zaszczepiając w nas poczucie jednego świata. Musimy więc myśleć o nim w tych kategoriach i starać się pracować dla wspólnego dobra. Przyświeca mi to właśnie pragnienie, gdyż tego, jak sądzę, wymaga od każdego z nas ta epoka.
Nie zależy mi szczególnie na propagowaniu buddyzmu. Jeśli jednak ktoś ma związek z Dharmą, spoczywa na mnie obowiązek przybliżenia mu jej praktyki i udzielenia stosownych instrukcji. Jestem gotowy i całkowicie do dyspozycji. Niezależnie od tego, czy używamy słowa Dharma, idzie przede wszystkim o to, by stać się dobrym człowiekiem, pozytywnie myśleć i działać, stać się użytecznym dla wszystkich istot. Odnoszę czasem wrażenie, że nazwy takie jak religia i buddyzm niczemu nie służą, sygnalizując tylko ograniczenie i wykluczenie.
Nasz świat stanowi wielką rodzinę milionów istot, które zależą od siebie nawzajem. Rozumiejąc znaczenie każdej z nich, jesteśmy sobie winni szacunek i uznanie.
Powinniśmy starać się budować lepszy świat, posługując się narzędziami dobroci i miłości. Spoczywa na nas odpowiedzialność za stworzenie przyszłości, w której więcej będzie miłości i równości. Temu właśnie pragnę się całkowicie poświęcić. Jestem też przekonany, że każdy z nas powinien zrobić to samo.
Tłumaczył Adam Kozieł




